
Z Gosią poznaliśmy się dawno temu jeszcze na scenie Teatru Muzycznego w Gdyni. Tam zawiązał się romans jej Sereny Katz z moją marionetką w musicalu “Fame”. Potem Gosia wyjechała do Stolycy robić karierę w Teatrze Muzycznym Roma, nagrała się tam że hoho, po drodze ukończyła logopedię, porobiła mnóstwo kursów, że nie zliczam, bo to osoba niezwykle ambitna i zdyscyplinowana. Ta kobieta zaraża energią i pozytywnym nastawieniem do codzienności.
Tęsknota za Trójmiastem na szczęście wygrała, dzięki czemu Gosia ponownie jest z nami! Ostatnio znów udało nam się twórczo wyszaleć przy wspólnym spektaklu (“Pięknej Lucyndzie” w Teatrze Muzycznym w Toruniu), gdzie Gosia pozamiatała rolą Citki Utciszewskiej tak, że nie było co zbierać.
Przez lata nie angażowałem na stałe nikogo dodatkowego do prowadzenia zajęć aktorskich, bo mam swoje własne metody, styl, no i oczekiwania co do jakości. Wątpiłem, czy znajdzie się ktoś, kto zrozumie valldalowego ducha i tym torem poprowadzi nowe grupy… Gosia w lot to załapała – wsłuchiwała się i wpatrywała w naszą pracę i teraz pięknie ją rozwija o własne pomysły. Efekty znakomite – po 1-2 latach dostaję od niej “w spadku” znakomitych młodych artystów, gotowych do wejścia na dużą scenę. No czad.
W naszym Teatrze Gosia prowadzi zajęcia aktorskie z dwiema grupami wiekowymi, pomaga w przygotowaniach wokalnych do spektakli, jak trzeba – ułoży i choreografię. Jest tylko jedna rzecz, której Gosia nie umie – robić skrótów do scenariuszy, przez co jej pokazy powoli zbliżają się rozmachem do pokazów Cirque du soleil, za co też ją uwielbam.