
Proszę Państwa – oto sylwetka dziewczyny, która na co dzień karmi rekiny i rozmnaża koniki morskie. To nie żart. Pracująca w gdyńskim akwarium Michalina Zajęcka trafiła do nas “niewiadomoskąd, niewiadomojak”, jak większość seniorów.
Znacie ją chociażby z cudownych ról Wilczki w “Psiakościu” i “Ulissesa” w Marvinie. Ale samo granie na scenie + nurkowanie z dorszami + robienie portretów zwierząt na zamówienie, to było dla niej za mało (niektórzy ludzie tak mają, niektórzy się z tego leczą, ja kocham z nimi pracować). Miśka dołączyła więc z przytupem do naszej ekipy produkcyjnej. Doszło do tego organicznie… jest w tym po prostu tak dobra, że trzeba było dać jej przestrzeń:D Turbo szybka, pilna, kreatywna. Wynajdzie w internecie każdy najdziwniejszy przedmiot, ogarnie tabelki w excelu, załatwi transport, rozstawi sklepik, zdyscyplinuje kogo trzeba. Zawsze na posterunku, zawsze w pełni gotowa i zaangażowana. Im dziwniejsze zadanie, tym lepiej. Przy tym robi to z wdziękiem i ogromnym szacunkiem do każdego.
Miśka jest absolutnie jedną z matek chrzestnych sukcesów naszej grupy seniorów. Zarówno aktorsko, jak i organizacyjnie. Tam, gdzie ja się waham, czy warto, czy coś robić… ona już zbiera ludzi i robi zamówienia… Tak samo nieoceniona jest przy organizacji grup warsztatowych, wznowieniach, czy przygotowaniu premier i dziwacznych wydarzeń, do których ją wciągam;) Szał.
Życzę każdemu takiej prawej ręki, czy raczej – lewej półkuli. Dzięki nieocenionym Miśce i Eweli, o której już pisałem – mogę skupić się na twórczej pracy, nie rozpraszając się na milion drobnych elementów. To jak filmowe “siostro, skalpel”…
W prywatnym teatrze, gdzie nie mamy możliwości zakładania wielu “działów”, odpowiedzialnych za różne zadania, takie osoby – dojrzałe, zorganizowane, kreatywne i wszechstronne – to skarb.
Na przyszłość życzę im:
– sztabu własnych podasystentek;
– petentów czytających ze zrozumieniem to, co im wysyłają;
– całorocznych karnetów na tajskie masaże.
Będziemy do tego dążyć.